|
Ale... czy
korekta jest naprawdę niezbędna?
Jesteśmy
przyzwyczajeni do czytania opublikowanych tekstów z
małą ilością błędów, więc skłaniamy się do zapominania, że
te
teksty zanim trafiły do druku były wielokrotnie sprawdzane przez kilka
różnych osób (autora, edytora i dwóch
bądź trzech
różnych korektorów) - i wciąż trafiają się
sporadyczne
błędy. Gdy zmniejsza się poziom dostępnych środków
finansowych,
wówczas wzrasta wskaźnik błędów. Więc odpowiedź
brzmi
zdecydowanie tak - różnego rodzaju teksty muszą
być korygowane, a im ważniejszy tekst, tym bardziej niezbędna
staje się dalsza korekta.
Powyższy problem jest poważniejszy w przypadku tłumaczeń, gdyż podczas
tłumaczenia natrafia się na szereg potencjalnych pułapek językowych.
Tłumaczenia wymagają specjalistycznej korekty, najlepiej przez osobę
znającą obydwa języki, dobrze orientującą się w danej tematyce oraz
potrafiącą sprawnie posługiwać się zasobami zgromadzonymi w Internecie,
aby szybko nadrobić jakiekolwiek braki w wiedzy.
Często się
mówi, że tłumacz powinien być native
speakerem języka
docelowego. W rzeczywistości oznacza to, że tekst końcowy brzmi
bardziej naturalnie, ale jeżeli tłumacz nie jest native speakerem
języka źródłowego, istnieje większa szansa złego
tłumaczenia. W
moim doświadczeniu z tłumaczami przekładającymi z języka polskiego na
angielski, najlepsze tłumaczenia są wynikiem wspópracy
polskiego
tłumacza (na szczęście Polska ma wielu znakomitych tłumaczy) i
korektora, który jest native speakerem języka angielskiego.
Czasami tłumacz jest dwujęzyczny - jest native speakerem
zarówno
języka polskiego jak i angielskiego - ale doświadczenie pokazuje, że
korekta „świeżej pary oczu” jest wciąż
zdecydowanie
potrzebna.
|
|